Audi A5 Sportback 2.0 TFSI: Złamać konwenanse
Nie łatwo jest dziś łamać ogólnie zaakceptowane obyczaje i formy. Raz przyjęte zostają w naszej świadomości na wieki, tworząc stereotypy, a nadmierna wiara w nie może być mylna.
www.xwazne-fakty.traboccatolm.tk
Nie łatwo jest dziś łamać ogólnie zaakceptowane obyczaje i formy. Raz przyjęte zostają w naszej świadomości na wieki, tworząc stereotypy, a nadmierna wiara w nie może być mylna.
Niełatwo jest być najlepszym uczniem w klasie. Spokojna głowa - nie znam tego z autopsji! Zawsze byłem wśród jej 'gorszej' części. Głównym zajęciem moim i kolegów było, oprócz robienia najróżniejszych psot, uprzykrzanie życia klasowemu pupilkowi na wszelkie możliwe sposoby.
Zapomnij o ważących tony opasłych SUV-ach, które gdy tylko zjadą z autostrady na byle łączkę, okazują się bezradne jak dwulatek podczas szachowego pojedynku z Garri Kasparowem. Te luksusowo wyposażone pojazdy z napędem na cztery koła, wielkimi felgami i kilkusetkonnymi silnikami pod maską, mają jedną wspólną cechę - brak im charakteru, historii i obycia w towarzystwie.
Jestem przekonany, że gdyby Audi produkowało samoloty, już dawno mięlibyśmy następcę naddźwiękowego Concorde. Tysiąc razy cichszego i bardziej ekonomicznego od oryginału. Zakładam, że na ogonie, zbudowanym jak cała reszta z aluminium, widniałby ogromny napis 'TDI' dyskretnie podświetlony diodami LED. Nieźle poleciałem!?
Wyobraźcie sobie, że jedna z najbardziej fascynujących dróg w Polsce jest w istocie wierzchowiną. Mówiąc prościej, to niewyobrażalna kupa ziemi usypywana latami. Dokładnie szesnastoma, licząc od 1977 roku.
Wydarzenia ostatnich tygodni pokazują, że wystarczy nie mieć na nazwisko Bush, aby dostać pokojowego Nobla, głos Agnieszki Chylińskiej brzmi równie ponętnie i seksownie w klimatach electro-house, a doktor Lubicz z 'Klanu' z szanowanego dotąd aktora i przykładnego ojca rodziny w jednej chwili może zmienić się w potencjalnego mordercę, który prowadząc auto pijany w sztok powoduje poważny wypadek. W dodatku uciekając z miejsca zdarzenia jak zwykły tchórz.
Ma wszystko, co charakteryzuje klasycznego, rasowego roadstera. Boską linię z długą maską, idealny rozkład mas, mocny silnik napędzający tylne koła, tylko dwa miejsca siedzące i oczywiście zdejmowany dach.
Znacie powieść 'A Clockwork Orange' szkockiego pisarza Anthony'ego Burgessa z 1962 roku, na podstawie której Stanley Kubrick dziewięć lat później nakręcił szokujący jak na tamte czasy film, znany jako 'Mechaniczna Pomarańcza'?
Pomyślmy nad symbolem Japonii. Tokio z rozświetloną tysiącem neonów dzielnicą Ginza, sushi i wasabi, gejsze i samuraje? A może Sony, Subaru Impreza, Gran Turismo 5 i zabrudzone majteczki nastolatki, dostępne w tym kraju nawet w automatach?
Od momentu premiery stał się najpopularniejszym autem w jakże licznym segmencie aut typu SUV. Mitsubishi Outlander jest w Polsce na tyle lubiany, że jesteśmy pierwszym europejskim rynkiem, na którym debiutuje jego następca.
A miało być tak pięknie. Znośnie ujemna temperatura powietrza, sucha nawierzchnia i 24 godziny sam na sam z 'Turbodymomanem' na czterech kołach, jakim bez cienia wątpienia jest Audi R8 z silnikiem V10.
O ile w ogóle masz szczęście dostać samochód służbowy, najczęściej zaczynasz od małego miejskiego auta. Twój 'drugi dom' ma najczęściej wciąż modny biały lakier, dychawiczny silniczek o mocy suszonego liścia, a jego wersja wyposażeniowa jest goła niczym nowonarodzone dziecko.
Nie jestem typem podatnym na marketingowe szaleństwo, zakręconych 'copywriterów'. Jako zagorzały motofan staram się chłodno podchodzić do nowości rynkowych. Dziś prawie każde nowe auto jest na tyle dobre, by nie stać się pośmiewiskiem dzielnicy i ulubioną toaletą okolicznych psów.
Podobno każdy, kto kocha samochody, powinien choć raz w życiu mieć Alfę. Dorastałem w czasach, kiedy powyższą tezę uważano za niezły dowcip. Modele 164, 155 czy najkoszmarniejsza w historii marki Alfa Arna nie były samochodami, przez które warto było jeść gorsze mięso przez jakiś czas, by móc pozwolić sobie na ich zakup.